Pierwszy nam znany przepis, z trzynastego wieku, nie zawierał ani grama oliwy z oliwek czy tahiny. Choć nie znamy autora, dzisiejsza wersja "obowiązująca" przepisu zakłada, że hummus to pasta z ciecierzycy z dodatkiem świeżej i wyjątkowej oliwy z oliwek, delikatnie słodkiej pasty sezamowej, niewielkiej ilości czosnku oraz kwaśnego i wyrazistego soku z cytryny. Brzmi prosto, prawda? Nic bardziej mylnego...
Codziennie powstające nowe blogi, książki kucharskie i samozwańczy "eksperci kulinarni", którzy może byli, może nie byli w Sharm el sheikh na wakacjach, produkują jego nowatorskie edycje nie wiedząc, czym właściwie jest kuchnia arabska. Jeden z sodą, drugi przyrządzony na ciecierzycy z puszki, a kolejny z fasoli, ziemniaków lub innego warzywa. Kiedy na Bliskim Wschodzie między Libanem a Izraelem od wieków trwa wojna o prestiżowe miano hummusowego pioniera, my tworzymy własne kreacje, które smakiem nawet nie przypominają tego, o który inni się biją.
Zanim zaczniemy się bawić w kuchnie fusion i podawać hummus z manioka na gratin z kalafiora odróbmy lekcję z hummusowego abc. Sekret tego przepisu jest w genialnej jakości produktach i czasie, którego arabki mają dostatecznie dużo, żeby nie dodawać sody ani nie używać ciecierzycy z puszki. To zasługa oliwy z oliwek, które wyrosły w ogrodzie za domem i soczystej cytryny skąpanej słońcem, sezamowej tahiny i ciecierzycy, która spokojnie moczyła się całą noc. Nie ma dania bez ręki mistrza - kobiety - na co dzień pani domu, matki i kucharki, która ma czas na przygotowanie obiadu i nie używa kostki rosołowej czy sosu z proszku.
Wszystko w kuchni jest z jakiegoś powodu i z czegoś wynika. Za każdym daniem jest historia i kucharz - tylko czasami smaku mu brak.
Przepis na hummus znajdziecie na: http://bit.ly/przepishummus
