Kobieta między dwiema kulturami

unsplash.com
Wychowałam się w domu dwukulturowym. Mój tata jest Libańczykiem, a mama Polką. Dwadzieścia lat temu takich małżeństw jak to moich rodziców w Polsce było niewiele, a nawet bardzo niewiele. Wszystko się jednak zmienia, ludzie podróżują i miłość przestała znać granice.

Polacy nie odróżniają Chińczyka od Japończyka, Libańczyka od Libijczyka, a cały Bliski Wschód jest dla nas jedną wielką wioską pełną Arabów, często nazywanych też pieszczotliwie terrorystami. To trochę tak jakby Polacy, Rosjanie, Czesi czy Słowacy byli jednym tworem narodowym - a przecież tak nie jest. Mamy różne różne kultury, obyczaje, historie, a nawet różniące się kuchnie. Tak wiele nas łączy i tak wiele dzieli. Kraje arabskie też są bardzo różne - mają różne systemy władzy, różne poglądy, różne języki, różne religie i obyczaje.

Liban na tle reszty Bliskiego Wschodu jest krajem nad wyraz specyficznym, bardzo liberalnym i po prostu przepięknym. Na liczącej trochę ponad 10 tys. km² powierzchni (Województwo Mazowieckie liczy niewiele ponad 35 tys. km²) mieści się absolutnie wszystko - od gór, po rzeki, jeziora, piaszczyste plaże czy starożytne ruiny fenickich miast. Na tak niewielkim obszarze nie tylko można wiele zwiedzić i zobaczyć, ale też zachwycić się bogactwem kulturowym, kulinarnym i podejściem do życia tego narodu.

Ciężko nie zakochać się w tętniącym życiem i wyjątkowo gorącym Paryżu Bliskiego Wschodu, gdzie na każdym kroku kusi nas pachnące jedzenie, świeże owoce, aromatyczna kawa i uśmiechnięci libańczycy spokojnie popalający argile. Liban to miejsce, w którym na co dzień nie tylko tolerują się, ale i świetnie ze sobą współpracują różne nacje i wyznania - od muzułmanów po katolików, od Libańczyków aż po Kurdów. Zarówno duże miasta, jak i mniejsze miejscowości tętnią życiem. Ludzie głównie spotykają się wokół stołu, gdzie jedzą, piją mocne arabskie kawy i herbatę albo po prostu rozmawiają. Pomimo wszędobylskiego gwaru i zapracowania udaje się znaleźć chwilę, aby w spokoju zapytać się co słychać.

Pamiętam swoją podróż do Libanu jako dziecko, może miałam 10 lat. Uwielbiałam wspinać się po drzewach i zrywać zielone migdały wiosną. Jednak przyuważona przez wujka i kuzynów zostałam poproszona o zejście z drzewa, a zielone migdały dostałam od kuzynów, którzy honorowo je zrywali. To był mój pierwszy kontakt z zupełnie innym wychowaniem chłopców. Zupełnie innym w stosunku do tego, z jakim na co dzień miałam do czynienia w Polsce. Tu, dziewczynki od małego liczą na siebie i same sięgają po to, co chcą. Nikt się nie przejmuje czy spadnie z drzewa czy nie. Od przedszkola panuje równouprawnienie.

Minęło wiele lat, kiedy na Liban i stosunki damsko-męskie spojrzałam zupełnie inaczej. Dopiero teraz mogę spojrzeć wstecz i porównać w pełni świadomie tak podobne i różne światy.

Dobrze jest mieszkać w mieście, bo miasto rządzi się swoimi prawami i większą swobodą. Im dalej od miasta, tym jest ciężej. Nie ma problemu z wykształceniem, Libanki są świetnie wykształcone według francuskiego systemu. Schody zaczynają się, kiedy dziewczyny zaczynają szukać pracy. Katoliczka ma łatwiej, muzułmanka niekoniecznie. Pensje dla kobiet są z założenia niższe, poza tym wiadomo, że młoda, atrakcyjna dziewczyna szybko znajdzie dobrego męża, co pociąga za sobą kolejny etapy życia prywatnego i przestaje być atrakcyjna dla pracodawcy.

W Libanie śluby są bajkowe, z ogromnymi tortami, fajerwerkami i pięknie zdobionymi sukniami. Wszystko jest na bogato jak z baśni “Tysiąca i jednej nocy”. Każda dziewczyna ekscytuje się zaręczynami, małżeństwem i posiadaniem własnego domu. Po ślubie mąż utrzymuje żonę i dzieci, a kobieta się nim opiekuje, gotuje, sprząta i spędza resztę czasu wedle swoich zainteresowań.

Mój tata zawsze powtarzał, że “nikt tak mocno nie kocha jak Libańczycy”. Nie wiem, ile w tym jest prawdy, ale wiem, że kobiety od najmłodszych lat noszone są w Libanie przez mężczyzn na rękach i traktuje się je prawie jak księżniczki. Mężczyźni od dziecka uczeni są takiego traktowania kobiet. Naturalne jest, że bracia dbają z ogromną troską o swoje młodsze i starsze siostry, a potem o swoją partnerkę. Dla swojej lubej są w stanie piaski pustyni przesypać i dziesięć wielbłądów przyprowadzić.

Małżeństwo to układ zawarty z miłości między kobietą i mężczyzną, w którym każdy powinien stworzyć własne reguły. Nie wiem, czy kobieta w Polsce pracująca na pełen etat, a po pracy pracująca na drugi w domu jest szczęśliwsza od tej pracującej wyłącznie w domu w Libanie. Wiem, że kobiety w Polsce są zmęczone i chciałby poczuć się jak arabskie księżniczki i wiem też, że nie jedna Libanka chciałaby uciec spod klosza (rodziców albo męża – bez znaczenia), zarabiać na siebie i zyskać swobodę z tym związaną.

Wystarczy, że cofniemy się do czasów naszych dziadków, gdzie to “mężczyzna nosił spodnie w domu”, żeby zdać sobie sprawę jak młody jest nasz kobiecy korpo-sufraż. Jestem przekonana, zwracając się do współczesnych kobiet, że znamy odpowiedź na pytanie, którą kobietą wypada nam być i do bycia którą aspirować. Czego nie jestem pewna, to czy przy presji współczesnego świata potrafimy się przyznać przed samymi sobą, którą kobietą chciałybyśmy być.
Trwa ładowanie komentarzy...