Technologiczny kogiel-mogel

Mój związek z Microsoftem przechodził trudne chwile parę lat temu. Windows przytył, postarzał się, stał się powolny i niedołężny. Co gorsza, traktował mnie jakbym była jego z automatu i w ogóle przestał się starać. Wtedy na horyzoncie pojawił się inny kandydat, który wydawał się być tym wszystkim, czego mi brakowało. Imponował szybkością, wydolnością, inteligentnymi rozwiązaniami i fizyczną atrakcyjnością. Microsoft starał się jeszcze przedłużyć życie tego związku, ale na tym etapie nie było już czego ratować. Ja i Apple stanowiliśmy już szczęśliwą parę.


Teraz, za sprawą programu First League nasze drogi z Microsoftem znów się skrzyżowały i muszę powiedzieć, że nasze rozstanie wyszło mu na dobre. Wziął się za siebie, siłownia, ciężary, zmiana wizerunku to jedno, ale też ewidentnie przestał się nad sobą użalać, a przebywanie z nim stało się znowu przyjemne.
 
Wygoda i łatwość użytkowania oraz większość zmian UI sprawiły, że korzystanie z komputera stało się bardziej intuicyjne. Dodatkowo, zakres doskonale wykonanych komputerów - Surface - oraz sprytnych - takich jak YOGA - sprawia, że laptop z Windows przestał być synonimem produktu drugorzędnego.
 
Dużym kapitałem jest dotykowy ekran, mój mąż jest zachwycony YOGĄ od Lenovo i ideą "laptopa cabrio" (czyli kombinacji laptop/tablet) do tego stopnia, że teraz większość ekranów w domu jest wypalcowana od prób kliknięcia w coś "na szybko". Zgadzam się, że intuicyjność i szybkość rozwiązań z tabletu przy szperaniu w internecie nie ma sobie równych, ale moim największym problemem jest fakt, że w sytuacji kryzysowej - kiedy musiałabym nagle zrobić cokolwiek natychmiast i dynamicznie - nadal sięgnęłabym po Macbooka. Składa się na to kilka czynników, ale za przykład niech posłuży prozaiczna sytuacja: muszę coś zanotować. Na Macu otwieram Notatki, prosty intuicyjny interfejs, tworzę ją w prostym edytorze tekstowym, a ta później automatycznie jest do wglądu na moim iPhonie. OneNote jest OK dla ludzi zafascynowanych Evernote, a to naprawdę nie jest większość użytkowników komputerów:).
 

Natomiast promowanie własnych standardów jest generalnie dobre, świadczy o odzyskanej na nowo pewności siebie, którą nowy Windows epatuje. Zastanawiam się jednak, czy nie przerodziło się to w nieco zbyt silne zaklinanie rzeczywistości w stylu, w jakim robiło to Apple: komputer z Windows, integracja z kontem XBOX, telefon Windows Phone - wszystko to w teorii fajne, ale rzeczywistość jest taka, że wszyscy mamy iPhony i gramy na PS4:). Chciałabym czuć się milej widziana w rodzinie Windows jako użytkownik tych dwóch konkurencyjnych platform. Wiem że współpraca, kompatybilność do pewnego stopnia też jest możliwa, ale na dzień dzisiejszy czuję się jak lesbijka w progresywnej kochającej, konserwatywnej rodzinie w Alabamie. Cieszę się, że nie zostałam wyrzucona z domu, ale ciągle na uroczystościach rodzinnych oczekuje się jest ode mnie kurtuazyjnego milczenia i przytakiwania ciociom i babciom próbującym mnie zeswatać z kuzynem Bubą.
 
Zgoda, historycznie Apple robiło to samo, agresywnie promowało swoje rozwiązania... z jedną subtelną różnicą. Dawało użytkownikom przesiadającym się z Windowsa iluzję komfortu i poczucia bezpieczeństwa. Narracja była następująca: "nadal będziesz mógł korzystać z tego wszystkiego co masz, ale nasze rozwiązania są lepsze i może nie będziesz nawet chciał - ale chodź się przekonaj, nic nie tracisz".
 
Dziś Apple pogubił się do stopnia, w którym zmienia się z swoją karykaturę z gier Grand Theft Auto - ograniczenia w portach, przejściówki do słuchawek, ogólnie kosmos. To dla Microsoftu unikalna szansa, bo jedynym, czego potrzebują zagubieni i sfrustrowani fani Apple jest ktoś, kto przyjdzie, przytuli ich i powie im, że wszystko będzie dobrze.
 
Dlatego Surface to świetny, świetny produkt, który odpowiada na pewną istotną potrzebę z punktu widzenia filozofii tego co kupujemy i dlaczego. Niewielu z nas przyzna to otwarcie, ale te wszystkie Macsprzęty, które tak chętnie paradujemy to relatywnie niedrogi symbol statusu. Relatywnie, w porównaniu do nowego Mercedesa czy garderoby Toma Forda. W ogóle przekonanie wszystkich, że posiadanie tego samego telefonu jak wszyscy dookoła nas wyróżni to prawdopodobnie największy geniusz marketingowy w dziejach... Może poza Lysterine, ale to już dyskusja na inną okazję.
 

Tymczasem, po tym pierwszym spotkaniu jestem niewątpliwie zauroczona, ale wydaje mi się, że pełen rozwód czy separacja z Apple na rzecz Windowsa byłaby decyzją zbyt pochopną. Natomiast Microsoft po dobrej zmianie i ja zdecydowanie pozostaniemy przyjaciółmi. Poza tym jestem przekonana, że w morzu jest cała masa wolnych dziewczyn, chłopaków czy szczęśliwych rodzin, dla których będzie idealnym partnerem. Ale z czasem… Kto wie?
 
Moją ostatnią radą jest: nie bądźcie jak Apple, strategie, które działały dla nich 8-10 lat temu nie podziałają dla Was dziś w równym stopniu. Jesteście blisko odnalezienia własnej drogi i życzę sobie i Wam wszystkiego najlepszego.
Trwa ładowanie komentarzy...